Są miejsca zapomniane przez śmierć

Witaj,

Relaks w jednym z popularnych na wyspie Okinawa centrów spotkań seniorówRelaks w jednym z popularnych na wyspie Okinawa centrów spotkań seniorów (Fot. Science Photo Library/East News)
Nuoro na Sardynii, japońska Okinawa, grecka Ikaria, kostarykańska Nicoya, Loma Linda w Kalifornii – to pięć miejsc na Ziemi, gdzie ludzie żyją najdłużej. Dlaczego?

Stamatis Moraitis, weteran wojenny z Ikarii, trafił do USA w końcu 1943 roku, żeby wyleczyć rękę postrzeloną podczas walk w Grecji. Poślubił Amerykankę greckiego pochodzenia, dorobił się domu na Florydzie, chevroleta z ’51 roku i trójki dzieci. W 1976 roku zaczął mieć kłopoty z oddychaniem, najprostsze czynności przyprawiały go o zadyszkę. Rak płuc – wydał wyrok lekarz po obejrzeniu zdjęcia rentgenowskiego. Moraitis zasięgnął rady drugiego, a potem trzeciego, czwartego… – wszyscy medycy byli zgodni co do diagnozy. Ich opinie różniły się nieco w kwestii tego, jak długo pacjent ma szanse jeszcze pożyć – od dziewięciu do 18 miesięcy.

Moraitis zrezygnował z walki. Zamiast poddawać się agresywnej chemii i naświetlaniom, postanowił wrócić do ojczystej Ikarii, żeby umrzeć i zostać pochowanym wśród krewnych. Nie z sentymentu. Motywacja była pragmatyczna – pogrzeb w Stanach kosztowałby majątek. Na Ikarii dało się to załatwić w granicach 200 dol. Moraitis chciał zostawić środki na życie żonie Elpiniki.

We dwoje zamieszkali wraz z sędziwymi rodzicami Moraitisa. Kiedy przyjechali do górskiej wioski, dawno niewidzianego kolegę odnaleźli przyjaciele z dzieciństwa. Choć był słaby i rzadko wstawał z łóżka, spędzał całe godziny na pogawędkach, popijając miejscowe wino. Czuł, że umrze szczęśliwy.

Ale nie umierał. Wiosną miał dość sił, by obsiać kilka grządek w ogródku, chociaż nie miał nadziei doczekać plonów. Cieszył się słońcem i tym, że późnym latem, po jego śmierci, Elpiniki będzie miała świeże warzywa.

Unosił go spokojny rytm życia na wyspie. Przed południem krzątał się w ogrodzie lub porządkował starą rodzinną winnicę. W południe drzemał, a wieczorami grał w domino w tawernie. Wciąż żył. Dobudował kilka pokoi w domu rodziców, by dzieci miały gdzie się zatrzymać, gdy przyjadą na wakacje. Dziś ma 102 lata, wciąż pracuje i produkuje prawie 200 butelek wina rocznie. Rak? Gdzieś się zapodział. Śmierć? Rzadko zagląda na Ikarię.

Tu się żyje sto lat

Są miejsca na Ziemi zapomniane przez śmierć.

Nikogo tam nie dziwi stulatek pomykający dziarsko na rowerze… do pracy. Ludzie żyją tu dłużej niż gdzie indziej i rzadziej dręczą ich choroby. Amerykański podróżnik z MinnesotyDan Buettner ukuł na określenie tych obszarów nazwę ”błękitne strefy” (Blue Zones). Może dlatego, że żyje się tam jak w niebie – godnie, spokojnie, bez lęku przed umieraniem.  Przez ponad dziesięć lat Buettner przy wsparciu Towarzystwa National Geographic wraz z grupą uczonych – dr. Giannim Pesem z Uniwersytetu Sassari we Włoszech, belgijskim demografem dr. Michelem Poulainem i Luigim Ferruccim, dyrektorem Zakładu Studiów nad Długowiecznością z Baltimore – badał te regiony, starając się odkryć tajemnicę długowieczności. Co odkryli?

Wszechobecna witamina Sz

Górzysta prowincja Nuoro na Sardynii to miejsce, gdzie żyje najwięcej na świecie stuletnich mężczyzn. Ten skrawek lądu jest tak nieurodzajny, że nic tu nie rośnie. Przynajmniej nic, co mógłby zjeść człowiek. Mieszkańcy trudnią się więc wypasem owiec. Całe dnie spędzają, chodząc. To najzdrowszy rodzaj wysiłku, długotrwały, ale niezbyt intensywny. Popijają cannonau, wino, w którym zawartość polifenoli jest trzykrotnie wyższa niż w jakimkolwiek innym winie na świecie, przegryzając je owczym serem – bardzo bogatym w kwasy omega-3. Ale najważniejsza jest chyba wszechobecna ”witamina Sz” – czyli szacunek dla starszych. W sardyńskiej społeczności jesteś tym bardziej poważany, im jesteś starszy. – Całkiem inaczej niż w Ameryce – komentował Dan Buettner podczas konferencji TED w 2009 roku. – U nas szczyt ważności społecznej osiąga się w wieku 24 lat. Kto nie wierzy, niech spojrzy na reklamy.

Żeby chciało się wstać

Druga błękitna strefa jest niemal po drugiej stronie planety, 1,3 tys. km na południe od Tokio, na archipelagu Riukiu złożonym ze 161 wysp. W północnej części największej z nich – Okinawie – żyją najstarsze kobiety na świecie. Na wyspie jest pięć razy mniej przypadków nowotworów niż w Europie i USA, sześć razy mniej chorób serca. W czym tkwi sekret? W diecie – jarskiej, pełnej warzyw, roślin strączkowych i świeżych ryb. W hodowanych przy domach leczniczych ziołach, które służą jako przyprawy Ważniejsze niż to, co jedzą wyspiarze, jest to, jak jedzą. Wyznają oni konfucjańską zasadę ”hara hachi bu”, która w wolnym tłumaczeniu znaczy ”odejdź od stołu, kiedy jeszcze jesteś głodny”.

Ale siła japońskich stulatków bierze się nie z diety i nie ze stylu życia. Tajemnica tkwi w moai i ikigai.

Moai to grupa sześciu osób, najbliższych przyjaciół wspierających się i psychicznie, i finansowo, z którymi każdy przechodzi przez życie. Samotność zabija. W epoce przed internetem statystyczny Europejczyk miał trzech dobrych przyjaciół. Dziś ma setki znajomych na Fejsie. Gorzej w realu.

Ikigai to – znów w wolnym tłumaczeniu – powód, dla którego warto rano wstawać z łóżka. My dzielimy życie na dwa etapy: pracę, kiedy jesteśmy bardzo aktywni, i emeryturę, podczas której nie możemy poradzić sobie z bezczynnością i brakiem kontaktów. W języku mieszkańców Okinawy nie ma niczego, co by przypominało nasze pojęcie emerytury. Ikigai daje im siłę do działania przez całe życie – i w młodości, i w wieku podeszłym.

Płot, który oddziela od śmierci

– Redaktorzy z ”National Geographic” nalegali, żebym znalazł jakąś błękitną strefę w Ameryce. Przez chwilę myślałem, że taka jest w Minnesocie, bo jest tu najwyższy w USA odsetek stulatków. Ale niestety, to wyłącznie dlatego, że wszyscy młodzi stąd wyjechali – ironizował Buettner.

W końcu okazało się, że nawet Stany Zjednoczone mają strefę błękitu. Leży ona w Loma Linda w Kalifornii, we wspólnocie Adwentystów Dnia Siódmego. Z wykładu Buettnera na TED dowiadujemy się, że oczekiwana długość życia adwentystów jest o 11 lat wyższa od średniej mężczyzn w USA i o dziewięć lat wyższa od średniej amerykańskich kobiet. Z całą pewnością nie ma to nic wspólnego z predyspozycjami genetycznymi, bo wśród adwentystów są biali, czarni, Latynosi i Azjaci. Żyją według wskazówek biblijnych – dietę opierają na warzywach i nasionach, a od piątkowego wieczoru po zachód słońca w sobotę bez względu na to, jak byliby zajęci, spędzają czas, skupiając się na Bogu i swojej wspólnocie. Jak podkreśla Buettner, jest to społeczność, która wydała na świat Ellswortha Warehama.

Wareham ma 98 lat. Choć nie jest biedny, zamiast zapłacić 6 tys. dol. za płot wokół swojej posesji, wolał zrobić go sam. Przez trzy dni nosił wodę, cement, mieszał i murował. Czwartego dnia wylądował na sali operacyjnej. Ale nie jako pacjent, tylko jako lekarz przeprowadzający operację na otwartym sercu – bo wciąż jest czynnym chirurgiem.

Potoki minerałów

Na kostarykańskim półwyspie Nicoya rozciąga się największa błękitna strefa na świecie – ojczyzna setek stulatków. Sekretu długowieczności lekarze upatrują tu w wodzie spływającej ze wzgórz. Obmywając góry, nasyca się ona minerałami. To bardzo twarda woda. Sprzyja wzmocnieniu kości i lepszej kurczliwości mięśni. Wapń i magnez przyjmowane są tu z wodą, a witaminę D zapewnia długie przebywanie na słońcu.

Ostatnią ostoję długowieczności już znacie. Jest nią grecka Ikaria, miejsce, które uzdrowiło Stamatisa Moraitisa. Co trzeci urodzony tu człowiek dożywa dziewięćdziesiątki – zazwyczaj w dobrym zdrowiu: nieznana jest demencja starcza, choroby serca występują o połowę rzadziej niż w innych miejscach na świecie, a ryzyko nowotworów jest o 20 proc. niższe.

Zrób sobie błękitną strefę

Jakie zwyczaje łączą te społeczności? Czy można znaleźć dla nich wspólny mianownik? W żadnym z tych miejsc ludzie nie przywiązują wagi do aktywności fizycznej czy sportu. A przynajmniej nie robią tego w sposób, do jakiego my przywykliśmy – całe dnie spędzając za biurkiem i kilka razy w tygodniu katując się do upadłego na siłowni. Nie. Ich życie to stały ruch, ale nie nadmiernie intensywny i wyniszczający. Dużo chodzą, sami wykonują wszystkie prace domowe, uprawiają ogrody. Jedzą i piją z umiarem, nie opychają się mięsem, jadają kasze, warzywa strączkowe i zieleninę. Wszyscy znajdują czas, by się wyciszyć – modlą się, medytują, chodzą na spacery z przyjaciółmi. Umieją zwolnić.

I najważniejsze: wiedzą, po co żyją. Na Okinawie nazywa się to ikigai, na Nicoi nazywają to plan de vida – plan na życie (a nie plan na pracę). Statystycznie rzecz biorąc, ludzie najczęściej umierają w pierwszym roku życia, gdy mają niedojrzały układ odpornościowy, oraz… w roku przejścia na emeryturę. Kto sens życia widzi tylko w pracy, ten na emeryturze straci wszystko. Kto nie ma powodu, dla którego warto wstawać rano z łóżka, choruje, słabnie, traci radość i zapał.

Reklamy

2 thoughts on “Są miejsca zapomniane przez śmierć

    • Wydaje mi się, że Marysia chciała pokazać, że ta kraina może być wszędzie – to od nas zależy, co jemy, czy się modlimy albo medytujemy i czy otaczamy się wspierającymi nas ludźmi 🙂
      Piękny tekst – bardzo motywujący 🙂

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s